Kraina Chichów - książka fantasy czy nasz świat ukazany z innej perspektywy?
"Krainie Chichów światło dały oczy, które widziały światła, których nie widział nikt.”
Wznowienie najgłośniejszej powieści Jonatana Carrolla - niezwykłej mieszanki humoru i horroru. Odwołując się do słów samego Carrolla, można by stwierdzić, iż Kraina Chichów to książka, od której czytelnikowi włos się jeży na głowie, gdyż okazuje się, że potworem może być wszystko, co nas otacza: znajomi, jedzenie na stole i półki pełne książek. Jest to też powieść o cudzie i grozie tworzenia - porusza problem osiągnięcia artystycznego: czy wielki pisarz jest zarazem wielkim alchemikiem, zdolnym przemienić słowo zapisane na papierze w człowieka w niebieskim kapeluszu, który naprawdę stanie pod naszymi drzwiami? A jeżeli jest do tego zdolny, to czy jest to wspaniałe, czy potworne?
Przez prawie całą książkę, zastanawiałam się co w tym jest fantastycznego? Zwykła obyczajówka z dużą ilością romansu, sarkazmu i całkiem innym myśleniem niż dotąd spotykanymi przeze mnie w książkach. Zwykły trzydziestolatek, ze spadkiem po ojcu, z normalną pracą, normalnym mieszkaniem i normalnym marzeniem napisania biografii swojego idola trafia do świata gdzie wszystko jest inne. Daje się zwabić pokusom, traci to co najcenniejsze, ufa tym którym nigdy nie powinien, gubi się, nie wie już kim jest. Czytając tą książkę sama miałam podobne myślenie do głównego bohatera Tomasza Abbeya. Teraz zupełnie zmieniłam stosunek do świata. Może mamy własny plan na życie i sami wiemy co dla nas najlepsze, ale w większości to tylko złudzenie. Nie warto być zdanym tylko na siebie. Spójrzmy na inne warianty, jest naprawdę mnóstwo dróg życiowych. Liczmy się też trochę ze zdaniem ludzi, którzy nigdy nigdy nie życzyli nam źle, którzy chcą dla nas dobrze. Przecież to, co nam wydaje się rajem, w rzeczywistości może być czymś niebezpiecznym, może nas zniszczyć, zabić. Z taką sytuacją spotkał się Tomasz, który przez swoją głupotę i nieugiętość stracił wszystko co posiadał.
Był partnerem, pisarzem, kochankiem i wszystkim innym naraz. Oj, co za dużo to niezdrowo.
Pani Fletcher, zwykła staruszka z Galen, a jednak czuć że coś z nią nie tak.
Anna, marzenie Tomasza a zarazem moja ulubiona bohaterka.
no i Saxony, która od początku do końca była najlepszym co Tomasza w życiu spotkało.
Książka jest pisana z punktu widzenia faceta i niesamowicie mocno denerwowało mnie jego podejście do kobiet. Jego ironia. Zdałam sobie sprawę, że w głębi każdy facet jest taki i nie zmienimy tego więc czytałam dalej z zapartym tchem.
Powieść ta cała toczy się spokojnie i bez szybkiego tępa akcji.
Ale za to wszystko jest idealnie ułożone i łączy się w całość, barwne postacie, i zupełnie nieprzewidywalna końcówka. Człowiek nie wie tak naprawdę o czym jest książka dopóki nie przeczyta do końca.
Najbardziej podoba mi się w tej książce sposób pokazania naszego, realnego świata, zachowania ludzi i zjawisk które występują na co dzień w naszym życiu w sposób tak barwny i pomysłowy!
Jonathan Caroll to jeden z moich ulubionych autorów! Książkę przeczytałam w 1 dzień i była to jedna z najlepszych, po jakie miałam okazję sięgnąć.
„Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem.” - tutaj tak właśnie było.
Moja ocena: 10/10
Piosenka kojarząca mi się z tą książką:
Przeczytałam ostatnio również "Klątwę Tygrysa". Książka, którą poleca J.K Rowling i kupa innych "dobrych" autorów. Skusiłam się, bo wszyscy wszędzie tą książkę polecali. Ja się pytam dlaczego? To było jeszcze słabsze od Harry'ego Pottera. Tematyka oklepana, bieg zdarzeń z góry do przewidzenia, słabe dialogi. Podobały mi się tylko ciekawostki o kulturze indyjskiej i pojedyncze scenki. Lektura nie najgorsza jeśli ktoś lubi Zmierzch, Pottera, Igrzyska Śmierci i inne tego typu serie to spodoba mu się. Ja jednak po dalsze części nie sięgnę. :)
Moja ocena: 4,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz